Szkuner „I’m Alone”, cz. 1: legenda floty przemytniczej

Opublikowano: 9 maja 2021 w kategorii: Ciekawostki

Przemyt towarów istnieje od wieków i nie jest wytworem naszych czasów. Nie wymyśliła go żadna hurtownia internetowa. Fachem tym trudnią się zarówno drobni przemytnicy jak i całe firmy, które interesuje tylko sprzedaż hurtowa, dużych ilości towaru.  Zapraszam do przeczytania barwnej historii, w której odbywały się sceny rodem z filmów.


Dzień 16 stycznia 1920 r. rozpoczął w Stanach Zjednoczonych „szlachetny eksperyment”. XVIII poprawka do konstytucji, która weszła wówczas w życie, zakazywała wytwarzania, sprzedaży, przewozu, importu oraz eksportu napojów alkoholowych. Szybko jednak znaleźli się samarytanie, którzy ruszyli na pomoc spragnionym amerykańskim obywatelom. Szczególnym miłosierdziem wykazała się załoga szkunera _I’m Alone_, ryzykująca własnym życiem, aby ugasić pragnienie mieszkańców USA.

 

Baksztagiem pruł nasz I’m Alone, hen, od Meksyku bram,

A Jankes, w dziób kopany, po piętach deptał nam

Historia I’m Alone zaczyna się w 1924 r. w Lunenburgu w Nowej Szkocji. Szkuner został zbudowany na wzór szybkich łodzi rybackich, skonstruowanych z myślą o zachowywaniu świeżości połowów. Jednak załoga I’m Alone zdecydowała się zarzucić sieć na większą „rybę”. Maksymalny udźwig jednostki wynosił 250 t, co w przeliczeniu na skrzynki alkoholu dawało liczbę ok. 6 tys. Nazwę zawdzięczała pierwszemu właścicielowi – gangsterowi Johnowi B. Magnusowi z Bostonu, który postanowił samodzielnie prowadzić lukratywną działalność przemytniczą. Jego przykrywką była firma zarządzana przez podstawionego Kanadyjczyka Cristiana Iversena. Magnus działał na wschodnim wybrzeżu USA – od Wirginii po francuskie wyspy St. Pierre i Miquelon. Do końca 1928 r. udało mu się zarobić ok. 3 mln dolarów.

Interes Magnusa szybko przyciągnął uwagę Straży Wybrzeża USA. Jej oficerowie, uzbrojeni w niemal 400 jednostek patrolowych, wydział wywiadowczy i kryptologiczny, przepisy prawne i broń pokładową, z determinacją polowali na przemytników morskich. Z prawnego punktu widzenia do walki z podejrzanymi jednostkami pływającymi pod banderą brytyjską Straż Wybrzeża miała do dyspozycji ustawę celną Fordneya–McCumbera z 22 września 1922 r. oraz konwencję z Wielką Brytanią z 23 stycznia 1924 r., uzupełnioną układem z Kanadą z 6 czerwca tego samego roku. Akty prawne rozciągały amerykańską jurysdykcję poza trzymilowy pas wód terytorialnych, notabene będący ustaleniem międzynarodowym, lecz jedynie umownym. Pierwszy z nich dawał prawo do przeszukiwania statków znajdujących się w odległości do 12 mil od wybrzeża amerykańskiego oraz zatrzymania ich z użyciem „każdej niezbędnej siły” w ramach egzekucji przepisów importowych. W razie konieczności podjęcia pościgu prawo międzynarodowe zezwalało na kontynuowanie go poza granicę wód terytorialnych. Pościg musiał przy tym pozostawać „ciągły”, co oznaczało konieczność zachowania kontaktu wzrokowego z uciekającą jednostką. Jednak ustawa Fordneya–McCumbera była prawem krajowym sprzecznym z praktyką międzynarodową, a także ze wspomnianą konwencją z 1924 r. Ta ostatnia dawała bowiem Straży Wybrzeża prawo do zatrzymania i odholowania do portu amerykańskiego jednostki, co do której istniały uzasadnione podejrzenia, że gwałci lub zamierza pogwałcić XVIII poprawkę do konstytucji Stanów Zjednoczonych, o ile znajdowała się nie dalej niż jedną godzinę żeglugi od brzegów USA.

 

Gdy stawialiśmy żagle, to Coast Guard wpadał w trans,

Ta banda bubków w baliach nie miała żadnych szans

Od 1925 r. I’m Alone był podsłuchiwany i obserwowany przez szpiegowską łódź Straży Wybrzeża. Jednak próby położenia kresu nielegalnej aktywności szkunera kończyły się fiaskiem. Wyposażony w dwa silniki diesla po 100 KM każdy i radio o zasięgu ok. 1 tys. mil, z łatwością uciekał przed amerykańskim wymiarem sprawiedliwości.

Kiedy pod koniec 1928 r. Magnus trafił do więzienia, jego łódź kupili trzej obywatele amerykańscy – Frank H. Reitman, Danny Hogan i Marvin J. Clark za sumę 20 tys. dolarów, po czym sporządzili fikcyjną umowę kupna-sprzedaży I’m Alone między Cristianem Iversenem a Georgem Hearnem. Szkuner ponownie został zarejestrowany na podstawionego Kanadyjczyka, który jako figurant otrzymał zapłatę w wysokości 500 dolarów.

Nowi właściciele wybrali na kapitana I’m Alone Johna (Jacka) Thomasa Randella z Nowej Fundlandii. Urodzony 1 stycznia 1879 r. w Port Rexton kapitan był wyjątkowo barwną postacią, żeglarzem, poszukiwaczem przygód, weteranem wojny burskiej. W czasie I wojny światowej dowodził uzbrojonym trawlerem Tenby Castle. Awansował z porucznika na komandora podporucznika oraz został uhonorowany francuskim Krzyżem Wojennym za pomoc w zwalczaniu niemieckich łodzi podwodnych oraz brytyjskim Krzyżem za Wybitną Służbę.

Od 1922 r. zajmował się przemytem alkoholu. Po latach wspominał:

To był dziwny świat pełen dziwnych postaci, ten świat handlarzy alkoholu w Nowym Jorku. Widziałem miejsca, gdzie butelkowano najbrudniejszą wodę zęzową i sprzedawano pod sfałszowaną etykietą po najwyższych cenach. Myśl, że istoty ludzkie piły coś takiego, była odrażająca. Widziałem osoby, które przed prohibicją nie były w stanie zarobić stu dolarów miesięcznie. Teraz miały furę „łatwych pieniędzy”. To stało się tak szybko, że nie wiedziały, co z nimi uczynić. Robiły więc najbardziej fantazyjne rzeczy (J. Randell, [I’m Alone…], s. 205).

Choć przemyt był zajęciem niezwykle kuszącym finansowo, po kilku przykrych doświadczeniach Randell wycofał się w 1927 r. Do propozycji objęcia I’m Alone podszedł wyjątkowo sceptycznie, bowiem szkuner znajdował się na czarnej liście amerykańskiej Straży Wybrzeża. Jego nowi właściciele kusili pensją w wysokości 500 dolarów miesięcznie i bonusami za wykonane zlecenia, a także przekonywali o skuteczności powziętych środków ostrożności. Po pierwsze zmieniły się metody dokonywania transakcji – kupiec był znany, zanim jeszcze łódź z ładunkiem alkoholu wypłynęła z portu, a pieniądze deponował w banku. Po drugie transakcja miała przebiegać w bezpiecznej odległości minimum 12 mil od wybrzeża USA, aby unikać amerykańskiej jurysdykcji. Większym ryzykiem zostały obarczone mniejsze, szybsze jednostki, które przerzucały nielegalny towar ze statku matki na amerykański brzeg. Po trzecie system weryfikacji odbiorcy alkoholu był prosty, a przy tym niezawodny – dostawca i odbiorca posiadali połówki tych samych jednodolarówek. Jeśli numery seryjne zgadzały się, a części banknotu pasowały do siebie, dochodziło do przekazania alkoholu. Powyższe argumenty przekonały Randella. Po przemyśleniu sprawy zostałem kapitanem – wspominał. W ten sposób został najbardziej znanym, obok Billa McCoya i Erica S. Walkera, przemytnikiem morskim.

 

Sam Neptun śpiewał szanty, po cichu sprzyjał nam,

Więc bił rekordy I’m Alone, choć groził wciąż Wuj Sam

I’m Alone z nowym kapitanem na pokładzie wypłynął 4 listopada 1928 r. z Halifax w Nowej Szkocji do St. Pierre i Miquelon po ładunek alkoholu, który miał zostać przekazany u wybrzeży Luizjany. Według wspomnień Randella przez tydzień oczekiwał na odbiorcę, po czym zarzucił kotwicę w okolicy Trinity Shoal Light Buoy. Gdy następnego dnia zamierzał powrócić na umówione miejsce, w pobliżu pojawił się kuter patrolowy Straży Wybrzeża USS „Wolcott”. W nocy Randell zgasił światła, rozwinął pełną prędkość i z łatwością zgubił prześladowcę. Po ustaleniu nowego miejsca spotkania z odbiorcą alkoholu, kilka dni później doszło do sfinalizowania transakcji. Po powrocie do Belize załoga I’m Alone otrzymała kolejne zadanie, a po nim następne i następne…

 

Pułapkę zastawili gnoje, choć tak dobrze szło,

Posłali dzielny I’m Alone z ładunkiem aż na dno

15 marca 1929 r. I’m Alone po raz kolejny wyruszył z Belize z ładunkiem alkoholu (whisky, rum, szampan) wartym ponad 62 tys. dolarów. Jego deklarowanym portem docelowym były Bermudy. Kiedy 20 marca znalazł się w pobliżu Trinity Shoals Light Buoy u wybrzeży Luizjany – czyli ok. 500 mil poza kursem, został zauważony przez patrolowiec Straży Wybrzeża USA USS „Wolcott” i wezwany do zatrzymania się. Była godzina 7. Strażnicy uznali, że I’m Alone rozwijał prędkość 14 węzłów i znajdował się 10,8 mili od brzegu amerykańskiego, a zatem na wodach podlegających jurysdykcji amerykańskiej, zgodnie z konwencją z 1924 r. Według kapitana Randella odległość szkunera od wybrzeża USA wynosiła przynajmniej 14 mil, a jego maksymalna szybkość – 9 węzłów. Półtoragodzinna rozmowa z bosmanem kutra patrolowego Frankiem Paulem nie przyniosła rozstrzygnięcia w kwestii pozycji jednostki. Różniły ich zarówno metody pomiaru odległości, jak i ocena szybkości szkunera. W rezultacie Randell zignorował wezwanie i odpłynął. To zmusiło kuter patrolowy do pościgu.

Kiedy po sześciu godzinach „Wolcott” zbliżył się do I’m Alone, Straż Wybrzeża ponownie wezwała kapitana, aby się zatrzymał, grożąc ostrzałem. Randell miał podobno wymachiwać bronią i grozić: „Możesz strzelać i zatopić mnie, ale niech cię szlag trafi, jeśli wejdziesz na mój pokład. Jeśli wejdziesz na pokład, zastrzelę cię”. W odpowiedzi kapitan „Wolcotta” ostrzegawczo ostrzelał szkuner. Jedna z woskowych kul trafiła Randella w prawą nogę. Pościg rozpoczął się na nowo, a morze było coraz bardziej wzburzone.

USS „Wolcott”, któremu zacięła się broń pokładowa, telegraficznie wzywał pomocy:

NIE POZWOLIMY CZARNEMU [tj. przemytnikowi] UCIEC. SPRÓBUJEMY PONOWNIE GO ZATRZYMAĆ, KIEDY POGODA SIĘ POPRAWI. OSTRZELANA PRZEZ ŻAGLE TAKŻE BRYTYJSKA FLAGA… KAPITAN WYGLĄDA NA ZDESPEROWANEGO. NIE MA WYSTARCZAJĄCO DUŻO OSÓB, ABY DOKONAĆ ABORDAŻU. NIE UDA SIĘ, JEŚLI JUTRO NIE PRZYBĘDĄ INNE ŁODZIE [N.G. Skoglund, [The I’m Alone Case…]).

Na wezwanie Paula 22 marca o godzinie 8 na pomoc przybył kuter USS „Dexter”, dowodzony przez A. W. Powella. Randell nie poddawał się:

Wysyłał [Powell] ciąg sygnałów: „Zatrzymaj się albo ostrzelam cię”. Stojąc na rufie pokładu I’m Alone, odpowiedziałem przez semafor: „Nie masz jurysdykcji nade mną i odmawiam zatrzymania się”. I wtedy zaczęła się zabawa! […] Dexter wkroczył do akcji jak miniaturowy pancernik. Kapitan Powell wymierzył w I’m Alone wszystko, co miał. Nie było ślepaków ani woskowych pocisków [J. Randell, I’m Alone…], s. 288–289].

Straż Wybrzeża użyła „niezbędnej siły” do zatrzymania szkunera, w wyniku czego o godzinie 9 poszedł on na dno. Zatonął ponad 200 mil od wybrzeża amerykańskiego – jego pozycja wynosiła 90º45’ długości geograficznej zachodniej i 25º41’ szerokości geograficznej północnej.

Mimo podjętej akcji ratunkowej Francuz Leon Mainguy utonął. Reszta załogi I’m Alone w kajdanach trafiła do więzienia w Nowym Orleanie, gdzie postawiono jej zarzut złamania prawa USA i ucieczki. Po kilku dniach marynarze zostali wypuszczeni za kaucją wpłaconą przez brytyjskiego konsula. Zarzuty oddalono. Choć słusznie oskarżano ich o przemyt alkoholu, dowody poszły na dno wraz ze szkunerem. Jednak sprawa zatopienia kanadyjskiej jednostki odbiła się szerokim echem i urosła do rangi konfliktu dyplomatycznego.

 

Autor: Justyna Piątek
Licencja: wolna licencja

Link do źródła